ODRZUCENIE POŚREDNIKÓW

Jakkolwiek zabrzmi to niewiarygodnie, to jednak sądzę, iż nigdy nie uda nam się w pełni zrozumieć chłopskie­go ideału estetycznego, raz na zawsze ustalonego smaku homo faber, złego (w sensie konserwatywnego) gustu jego, jeśli owej prostej słomy po kosie nie powiążemy z ludową etyką ziemi. Chłop żywi mniej lub bardziej uświadamiane przeświadcze­nie, że to właśnie ciężka praca sakralizuje jego życie. Wierzy on, iż ziemia jest wierząca i w związku z tym wymaga kultu, osobistego zespolenia z nią i łączności. Homo faber odrzuca pośredników w rodzaju żniwiarki. On pragnie wprost kon­taktować się ze zbożem w czasie żniw.

W PRĄD KONIECZNOŚCI

To homo ludens ma odwagę pójść pod prąd owych konieczności i pracy na ziemi przywrócić realny, surowy wymiar. Dopóki homo lu­dens pozostaje sobą, to niezachwianie dąży do jako takiego rozwoju wewnętrznego i do przemiany zewnętrznej rzeczy­wistości. Dąży najprawdopodobniej przez to, że przeżył radość i    urozmaicenie wpisane w istotę zabawy i święta, doznał ry­zyka związanego z tragizmem życia. Tymczasem homo faber wprowadzenie postępu traktuje jako zagrożenie. Żniwiarkę ko­jarzy ze wzrostem plagi próżniactwa, a więc grzechu, do sze­rzenia którego nie wolno dopuścić. Homo faber podkreśla w mierzwie jej brak wartości uży­tecznej w przeciwieństwie do pełnowartościowej prostej słomy po kosie.

ZABAWA WSZYSTKO ROZGRZESZA

Jest on kompulsywnym, by tak rzec, homo faber. I jako taki raz po raz rozmija się z synem — kompulsywnym homo lu­dens. Ten drugi z kolei młodzieńczo idealizuje zabawę i w ogóle święto jako czas nie objęty pracą: „Chodź, z Szymkiem za­tańczysz. Z Szymkiem dopiero zobaczysz, co to tańczyć”. Jego idealizacja pozostaje w jawnej opozycji do ojcowskiej, to zna­czy jest degradacją codzienności nafaszerowanej życiem od żniw do żniw. Dla homo faber sensem życia jest praca na ziemi w obliczu Boga. Dla homo ludens — zabawa, która „wszystko rozgrze­szała”.

W OPARCIU O ŚWIATOPOGLĄD

A więc Bóg karze za karygodne czyny ludzkie w in­tencji zachowania porządku moralnego, ale także w imię tego samego porządku gotów jest służyć jako alibi dla człowieczej ułomności, niedoskonałości, małości. W każdym razie cokolwiek przedsięweźmie w stosunku do występnego, błądzącego czło­wieka, przedsdęweźmie trafnie, gdyż On wie, co robi.  Musi domyślać się, zgadywać w oparciu o     swój światopogląd. A zdobywa go wcześnie, bowiem od dzie­ciństwa nasiąka wierzeniami dotyczącymi powstania i celu świata oraz przeznaczenia’ człowieka, zasadami postępowania moralnego obowiązującymi w jego parafii, angażującymi uczu­ciowo formami kultu, obrzędami i praktykami. Wchodząc w życie zarazem wchodzi w związek z Bogiem oraz jego symbo­lami.

WIELKI CHAOS

Na przykład wojna jest takim chaosem, który pozwala na przekraczanie norm ludzkich i odwoływanie się do najwyższej moralnej instancji. Jest to modlitwa Szymona Pietruszki za duszę Antoniego Kurasia, który jeszcze żyje, jeszcze wspólnie z Fietruszką- -narratorem kopie grób, lecz za chwilę bohater posłuży się nim jak przynętą, jak żywą tarczą ochronną. Przyspieszy śmierć Kurasia, ale sam może zdąży wydostać się z dołu i uciec przed niemieckimi kulami. Świadomość ludowa wyczulona jest na punkcie wymierza­nia sprawiedliwości Bożej Wszędzie tam, gdzie człowiek naru­szył uświęoony system wartości, jak choćby w przypadku babki narratora, która przedłożyła miłość do męża nad miłość do dzieci i musiała zginąć na morzu: „Mówili potem ludzie, że to Pan Bóg babkę skarał, że dzieci rzuciła, a za chłopem pole­ciała.”

ROZSZYFROWANA TAJEMNICA

Siłą wyzwalającą ów aspekt poznawczy zdaje się być drę­czące pytanie: po co człowiek żyje? Nawet kiedy sam bohater narrator w jednej osobie dochodzi do wniosku, że nie wszyst­ko się musi wiedzieć, czujemy, iż nie zażegnał teleologicznego niepokoju a jego rezygnacja z rozszyfrowania tajemnicy jest tymczasowa i pozorna. To niby retoryczne pytanie skłania się już ku aspektowi etycznemu, zasilanemu próbą zgłębienia, jak ma człowiek po­stępować w życiu, żeby wielokształtny świat czynu nabierał sensu. Chłop Myśliwskiego jest przede wszystkim człowiekiem religijnym i w związku z tym bardzo często do Boga się zwra­ca z prośbą o konsultację. Nie zawsze czyni to wprost a kon­sultacja także ma swoich pośredników, swoje znaki i symbole. Ilekroć jednak wyciąga ku Niemu żebrzącą dłoń, możemy być pewni, iż znalazł się w sytuacji bez wyjścia i tylko szczerozłota moneta przebaczenia, posłuchania jest w stanie opłacić spo­kój jego sumienia.